Opowiem wam o jednej z najciekawszych i najbardziej innowacyjnych gier fabularnych, jakie znam. O rozgrywce bez Mistrza Gry, podczas której gracze wcielają się w dziesiątki różnych postaci i odgrywają sceny dziejące się na przestrzeni setek lat. To RPG, w którym można grać presją czasu, a chronologia wydarzeń nie krępuje grających.

Grając w nią, wymyślaliśmy najdziksze rzeczy, jakie zdarzało mi się widzieć w RPG. Było imperium inteligentnych mrówek na obozie w Dębogórze, wilkołaczy legioniści w kosmosie, planety-matki poświęcające się dla swoich mieszkańców i Europa zamieszkana przez leśmianów, świadomą rasę z królestwa roślin.

Tak, Microscope Bena Robbinsa po prostu wypada znać.

O co chodzi w Microscope?

Zabawa polega na wspólnym tworzeniu dramatycznej i wielowątkowej historii – to mogą być losy Europy w alternatywnej rzeczywistości, świt i zmierzch gwiezdnego imperium albo dzieje elfiej dynastii. Ważne, żeby historia trwała wystarczająco długo, by móc się rozwinąć i zaowocować bogactwem wątków, miejsc, wydarzeń i postaci. Te ostatnie są zresztą w Microscope drugorzędne, a gracze zmieniają je jak rękawiczki. Prawdziwy raj dla narratywistów.

Przed rozpoczęciem właściwej gry jej uczestnicy wymyślają lub wybierają zalążek historii, którą będą opowiadać, np. „Historia świata, w której Rzym nigdy nie upadł”. Ustalają jej punkt początkowy (np. „Założenie Rzymu”) i końcowy (np. „Założenie Międzygalaktycznego Imperium Rzymskiego”), a także listę zakazanych (NO) i wskazanych (YES) w opowieści motywów.

Lista YES/NO działa w ten sposób, że jeżeli coś znajdzie się w tabeli na NIE, nigdy nie może pojawić się w opowieści. Wpisanie tam broni palnej oznacza, że nikt nigdy jej nie wynajdzie i nawet tysiące lat po założeniu Rzymu kosmiczni legioniści będą korzystać z innych metod podboju. To bardzo potężne narzędzie, ustawiające klimat naszej historii jeszcze zanim rozpoczniemy jej opowiadanie. Wyobraźcie sobie, jak wyglądałaby historia Rzymu z „wojną” wpisaną na NIE!

Czytaj dalej